Życie z alergią

Epidemia COVID-19 w Polsce staje się coraz bardziej dramatyczna

Epidemia COVID-19 w Polsce staje się coraz bardziej dramatyczna

W Polsce zaczyna brakować miejsc na oddziałach covidowych. Nie ma też dostatecznej liczby respiratorów, o czym przekonał się ciężko chory pacjent, którego odsyłano od szpitala do szpitala. W rezultacie wkrótce zmarł.  Epidemia COVID-19 w Polsce staje się coraz bardziej dramatyczna.

Kolejny niechlubny rekord dziennej liczby zachorowań na COVID-19

Liczba nowych zachorowań na COVID-19 pobiła dziś kolejny niechlubny rekord. Blisko 2300 nowych infekcji, Koronawirus stanowi dziś problem w każdym powiecie. Każdy też może niebawem trafić do strefy czerwonej bądź żółtej. Województwa świętokrzyskie, opolskie i lubuskie odnotowują najmniej zachorowań. Jednak wciąż są to ogromne liczby.  Na tyle duże, że Kielce trafią do żółtej strefy, a Zielona Góra czy Opole mogą do nich trafić w przyszłym tygodniu.  Nie wygląda to dobrze, biorąc pod uwagę fakt, że obostrzenia w strefach żółtych i czerwonych są bardzo uciążliwe, a zarazem mało skuteczne. Noszenie maseczek w parku czy na wycieczce rowerowej nie uchroni nas przed rozprzestrzenianiem COVID-19. Ten bowiem będzie ulegał transmisji na weselach, które dalej można organizować, dużych imprezach typu urodziny, na trybunach stadionów, gdzie w strefie żółtej można wpuszczać kibiców, w szkołach, przedszkolach oraz na uczelniach. Krótko mówiąc, wszędzie tam, gdzie ma miejsce duża koncentracja ludzi na terenie zamkniętym.

Łatwiej będzie trafić do czerwonej i żółtej strefy

Ministerstwo zdrowia chce zmienić zasady wpisywania powiatów do strefy żółtej czy czerwonej, w praktyce może to oznaczać, że wiele powiatów na nie trafi. Pogoda jest coraz gorsza, a to oznacza, że noszenie maseczki na świeżym powietrzu będzie jeszcze bardziej uciążliwe niż dotychczas. Ciężko się w niej oddycha, gdy powietrze charakteryzuje się wysoką wilgotnością.

Na dodatek nie wiadomo, czy w sytuacji podwyższonego zagrożenia ponownie nie zostanie zamrożona gospodarka, a rząd nie wprowadzi ograniczeń w przemieszczaniu się i spotkaniach towarzyskich.

Nie lekceważmy COVID-19

Warto zacząć traktować obowiązujące zasady, promowane przez wirusologów, w sposób poważny. Jeśli chcemy żyć komfortowo, utrzymać swoje stanowiska pracy, zachować płynność finansową i uniknąć walki o ograniczoną liczbę respiratorów, musimy być odpowiedzialni. O wiele łatwiej jest prawidłowo założyć maseczkę w centrum handlowym czy autobusie na 15 minut, niż chodzić w niej kilka godzin na świeżym powietrzu. Lepiej jest zrezygnować z dużych imprez dla znajomych, a móc spotykać się z najbliższymi przyjaciółmi, to zawsze mniejsze ryzyko transmisji koronawirusa. Pamiętajmy też o tym, aby często myć ręce. W centrach handlowych mamy łazienki, gdzie znajduje się bieżąca woda i mydło. Jeśli nie lubimy środków do dezynfekcji, bo nam podrażniają skórę, umyjmy ręce w łazience w galerii handlowej. Nabierajmy chleb za pomocą jednorazowych woreczków. Nie przychodźmy chorzy na spotkanie z przyjaciółką czy do pracy. Możemy bowiem zarazić inne osoby. Nawet jeśli sami przejdziemy infekcję względnie łagodnie, to nasza mama, babcia czy ciocia może umrzeć lub trafić na OIOM.

COVID-19 to nie lekka grypa. Dbajmy o siebie i innych

Nie bądźmy egoistami, a wszyscy, także my sami, na tym skorzystamy.  Odpuśćmy sobie urlopy, wycieczki, imprezy w klubach i inne formy aktywności podwyższonego ryzyka.  Jeśli będziemy ostrożni, mniej osób zachoruje, a w rezultacie mniej umrze. Galerie pozostaną otwarte, gospodarka zacznie poprawiać swoje parametry, a my będziemy mogli chodzić na spacery z przyjaciółką bez konieczności noszenia uciążliwej maseczki. Każdy z nas powinien skorzystać z własnego rozumu i spojrzeć na to, co mówią wirusolodzy.  To, że politycy nie zakazują wesel, nie oznacza, że rozsądne jest w nich uczestniczyć, zwłaszcza gdy są to większe uroczystości.  Co innego, gdy wesele jest dla rodziców oraz rodzeństwa z obu stron plus świadków pochodzących z najbliższych przyjaciół.  Osoby, które postrzegają COVID-19 jako lekką grypę, powinny spojrzeć na przykład Doroty Gardias. Pogodynka TVN zaraziła się koronawirusem od córki, która przyniosła ten groźny patogen ze szkoły. Prezentarka trafiła do szpitala, bo źle znosi infekcję. Jest młodą i zdrową kobietą, a mimo to jej stan zdrowia uległ poważnemu pogorszeniu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *