Alergia u dzieci SZKOŁA I RÓWIEŚNICY

Mój mały alergik – wakacje

Mój mały alergik – wakacje

Jak już pisałam, w tym roku z powodu pleśni w przedszkolu nasz synek zaczął mieć naprawdę ciężkie objawy alergii. Bolała go głowa, po tygodniu pobytu zaczynał mieć katar i kaszel, które szybko przechodziły w okropny kaszel. Miał też wysoką gorączkę.

Wszystko przechodziło mu po tygodniu pobytu w domu. Niestety, choć odkryliśmy przyczynę alergii synka, nie bardzo mieliśmy możliwość przeniesienia go do innego przedszkola. Zrobiliśmy więc wszystko, co tylko możliwe, aby złagodzić objawy alergii i uniknąć pogorszenia jego zdrowia: dostawał lek antyalergiczny w kropelkach i często robiliśmy mu inhalacje.

Jednak taki tryb życia jest uciążliwy – wiem, bo sama byłam bardzo zmęczona tym wszystkim, a co dopiero trzylatek. Był jednak bardzo dzielny i postanowiliśmy, że koniecznie musimy udać się na wakacje.

Mój mały alergik – wakacje

Wakacje z alergią wziewną

Konieczny był wypoczynek w miejscu, gdzie nasz synek będzie miał jak najmniej kłopotów z alergenami w powietrzu. Oczywiście odpadają wszystkie gospodarstwa agroturystyczne, bo nie wiadomo, czy Piotruś nie będzie miał uczulenia na jakieś tamtejsze zwierzę. W górach jest czysto, ale nie byliśmy pewni, czy rzadkie górskie powietrze jest odpowiednie dla osłabionych płucek Piotrusia.

Po konsultacji z alergologiem zdecydowaliśmy się na wyjazd nad morze. Niestety, musieliśmy mieć pewność, że ośrodek będzie czysty i pozbawiony pleśni, a kiedy zadawałam o to pytanie, wszyscy traktowali mnie z niechęcią, biorąc to za fanaberię. Sami wiecie, jakby ktoś się Was spytał, czy w Waszym domu jest pleśń, to poczujecie się urażeni.

W ostateczności uznaliśmy, że najlepszym rozwiązaniem jest poszukać ośrodka, czegoś w rodzaju sanatorium alergicznego. Wiele tego typu miejsc oferuje także pokoje turystom, więc poszukaliśmy. Po wielu telefonach znaleźliśmy ośrodek, gdzie pani na pytanie o pleśń odpowiedziała rzetelnie i fachowo, bez śladu irytacji w głosie. No i tam spędziliśmy wakacje.

Synek i ja, bo tata Piotrusia niestety musiał pracować w tym czasie, spędziliśmy cudowny tydzień nad morzem. Naprawdę wystarczyło parę dni, a mój synek, który zazwyczaj unikał biegania, bo po nim ciężko mu się oddychało, zaczął szaleć jak prawdziwy, zwyczajny czterolatek.

Mój mały alergik – wakacje

Morskie powietrze oczyściło płuca dziecka, poprawiło jego wydolność oddechową. Choć pierwszy dzień upłynął nam na kaszlu, zostaliśmy uspokojeni, że to po prostu organizm pozbywa się ostatnich pozostałości po chorobach. Potem Piotruś nie zakaszlał i nie kichnął ani razu.

Dodatkową zaletą ośrodka leczącego alergie jest to, że za niewielką opłatą można wykupić wizytę u alergologa, który będzie kontrolował stan zdrowia podczas pobytu, można pójść na zabiegi inhalacyjne, a nawet zajęcia z logopedą. Choć wyjazd był trochę kosztowny, jednak porcja zdrowia, jaką dostał Piotruś, rekompensuje to aż w nadmiarze.

Od września Piotruś idzie do innego przedszkola. Był tam parę razy podczas wakacji, nie działo mu się nic złego, więc myślę, że może ten rok szkolny obejdzie się bez choroby o podłożu alergicznym.

Dominika K-Ś

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

0